WarszawaŻelazna 59WarszawaMińska 29AKrakówKarmelicka 45Warszawa · Kraków

Rekrutacja

PLEN

Dla niego

Testuję sam na sobie — facet robi 6 zabiegów w 6 tygodni (dziennik)

Dzień 0 — przed

8 min czytaniatekst dla mężczyzn

Wchodzę do gabinetu. Pachnie ładnie.

Tydzień 1: HydraFacial

Dzień 0 — przed

Wchodzę do gabinetu. Pachnie ładnie. Gra spokojna muzyka. Na recepcji pani uśmiecha się tak, jakby faceci wchodzili tu codziennie. (Podejrzewam, że nie wchodzą codziennie.)

Dostaję do wypełnienia ankietę o skórze. "Czy stosuje Pan krem z filtrem?" Nie. "Czy stosuje Pan krem nawilżający?" Czasem po goleniu. "Czy stosuje Pan..." Nie. Nie stosuję. Niczego nie stosuję. Myję twarz żelem pod prysznic i uważam, że to wystarczający skincare.

Specjalistka patrzy na moją skórę pod lampą i mówi dyplomatycznie: "Mamy nad czym pracować." Aha.

Dzień zabiegu

HydraFacial. Słyszałem o nim, bo moja dziewczyna chodzi regularnie i za każdym razem wraca promienna jak żarówka LED. Myślałem, że to ściema. Że to efekt placebo. Że to kobiece "ale fajnie było w SPA".

Zabieg trwa około 45 minut. Urządzenie wygląda jak mały odkurzacz — i w sumie działa podobnie: oczyszcza, złuszcza, wciąga z porów brud, którego istnienia nie podejrzewałem, i jednocześnie wciera serum.

Specjalistka pokazuje mi pojemniczek z tym, co wyciągnęła z mojej twarzy. Chcę to odzobaczyć. Nie da się. Tyle powiem: jeśli myślisz, że Twoja skóra jest czysta, bo "myjesz twarz" — mam złe wieści.

Dzień po

Patrzę w lustro. I tu jest moment, w którym muszę być uczciwy, nawet jeśli to podważa moją męską reputację.

Moja skóra wygląda INACZEJ. Nie "trochę lepiej". Inaczej. Jest gładka, nawilżona, ma jakiś... blask? Kolor? Nie wiem, jak to nazwać, bo nigdy nie miałem słownika na te rzeczy. Wyglądam jak ja, ale po 10 godzinach snu i tygodniu na Malediwach. Kolega w biurze mówi: "Dobrze wyglądasz, byłeś na wakacjach?"

Nie byłem na wakacjach. Byłem na HydraFacial. Ale tego mu nie mówię.

Werdykt: Myślałem, że to ściema — nie jest. 8/10. Punkt odjęty za to, że teraz wiem, ile brudu mam w porach.

Tydzień 2: Masaż relaksacyjny

Dzień zabiegu

Klasyczny masaż relaksacyjny, 60 minut, całe ciało. Wchodzę z nastawieniem: "Będę leżał i myślał o kwartalnych wynikach." Pierwsze 10 minut: myślę o kwartalnych wynikach. Piętnaście minut: przestaję myśleć o kwartalnych wynikach. Dwadzieścia minut: nie wiem, o czym myślę. Trzydzieści minut: nie myślę. W ogóle.

Termin "relaksacyjny" jest mylący. To brzmi jak coś dla ludzi, którzy mają za dużo wolnego czasu. Tymczasem okazuje się, że moje barki są tak spięte, że terapeutka musiała zmienić technikę, bo standardowy nacisk nie docierał do mięśni pod warstwą napięcia. Siedzę 10 godzin dziennie przy biurku. Moje ciało o tym pamięta, nawet jeśli ja nie.

Zasnąłem. Nie chciałem, nie planowałem, po prostu — zasnąłem. Między odcinkiem szyjnym a barkami. Obudziłem się, gdy terapeutka przeszła do nóg. Nie mówcie nikomu.

Dzień po

Spałem tej nocy jak zabity. Głęboko, spokojnie, bez budzenia się o 3 w nocy z myślą "czy wysłałem tego maila". Następnego dnia barki były luźne w sposób, którego nie pamiętam od lat. Dosłownie — nie pamiętam, kiedy ostatnio nie bolały mnie barki.

Werdykt: Zasnąłem i nie mówcie nikomu. 9/10. Punkt odjęty, bo teraz wiem, jak bardzo byłem napięty, i to trochę przeraża.

Tydzień 3: Mezoterapia twarzy

Dzień zabiegu

OK, to jest ten moment, na który czekałem z narastającym niepokojem. Igły. W twarz. Dobrowolnie.

Specjalistka tłumaczy: mikro-iniekcje koktajlu witamin, kwasu hialuronowego, peptydów — bezpośrednio w skórę. Poprawa nawilżenia, kolorytu, jędrności. Brzmi rozsądnie. Ale: igły. W twarz.

Na skórę nakładają krem znieczulający. Czekam 20 minut. Potem zaczynamy.

Czy boli? Powiedzmy tak: to nie jest przyjemne. Ale nie jest też tak straszne, jak sobie wyobrażałem. To raczej... pokłucie. Tysiąc maleńkich ukłuć. Niektóre miejsca bardziej czuję (okolica ust, czoło), inne prawie wcale (policzki). Cały zabieg trwa około 30 minut.

Po zabiegu moja twarz jest czerwona jak po biegu na 10 km w grudniu. I pokłuta. Wyglądam... ciekawie. Specjalistka mówi: "Proszę się nie martwić, do jutra przejdzie." Ufam, bo na tym etapie już jej ufam.

2 dni po

Czerwoność zeszła. I powiem tak: moja skóra wygląda lepiej niż po HydraFacial. Jest napięta, nawilżona, ma ten "efekt z wewnątrz" — jakby ktoś podłączył ją do ładowarki. Zmarszczka na czole, którą mam od pięciu lat, jest wyraźnie płytsza. Nie zniknęła — ale jest płytsza.

Kolega w biurze (inny niż poprzednim razem): "Stary, wyglądasz jakoś... inaczej. Ćwiczysz?"

"Tak, ćwiczę" — odpowiadam. I technicznie nie kłamię. Moja twarz ćwiczy regenerację.

Werdykt: Igły? OK, przeżyłem. Efekt jest realny. 8.5/10. Pół punktu odjęte za te 20 minut oczekiwania z kremem znieczulającym i przewracanie feedu na telefonie.

Tydzień 4: Manicure klasyczny

Dzień zabiegu

To jest test, na który nie byłem mentalnie gotowy. Masaż — OK, faceci chodzą na masaże. HydraFacial — nikt nie widzi. Mezoterapia — medyczne brzmienie, mogę to wytłumaczyć. Ale manicure?

Wchodzę. Siadam. Wyciągam ręce. Specjalistka od manicure patrzy na moje dłonie i — przysięgam — widzę w jej oczach coś pomiędzy litością a profesjonalnym wyzwaniem. Moje skórki wyglądają jak wysuszona pustynia Gobi. Paznokcie mam krótkie (bo obgryzam, ale tego nie mówię — choć ona pewnie wie).

Zaczyna się. Moczenie, przycinanie skórek, piłowanie, polerowanie. Jest delikatna, ale stanowcza. Jak dobry dentysta — wie, co robi, i nie pyta, czy chcę przerwać.

Patrzę na swoje dłonie w trakcie zabiegu i uświadamiam sobie, że nigdy — NIGDY — nie zwróciłem uwagi na to, jak wyglądają moje ręce. Podaję nimi wizytówki, witam się z klientami, gestykuluję na prezentacjach — a wyglądają, jakby ich właściciel pracował w kopalni bez rękawic.

Efekt końcowy

Moje dłonie wyglądają jak dłonie innego człowieka. Czyste, zadbane, gładkie skórki, równe paznokcie. Bez lakieru — to manicure klasyczny, nie kolorowy. Ale różnica jest... wow.

Moja dziewczyna zauważyła NATYCHMIAST. "Byłeś na manicure?!" Powiedziała to z takim zachwytem, jakbym właśnie wrócił z misji na Marsie. Okazuje się, że kobieta zauważa zadbane ręce mężczyzny. Kto by pomyślał.

Werdykt: Pani patrzyła na moje skórki z litością, ale efekt jest taki, że nie chcę już nigdy mieć "dawnych" rąk. 9/10. Punkt odjęty za to, że dopiero w wieku 38 lat dowiedziałem się, że mogę mieć ładne dłonie.

Tydzień 5: Depilacja laserowa — pachy

Dzień zabiegu

Wchodzę na depilację laserową. Pach. Tak, pach.

Dlaczego pachy? Bo moja dziewczyna powiedziała, że "to dobry start", a ja w tym momencie eksperymentu straciłem już zdolność do mówienia "nie" zabiegom beauty.

Podnoszę ręce. Technik (tak, to facet — poczułem nieopierzoną ulgę) tłumaczy: "Będzie czuć ciepło i lekkie kłucie. Jak gumka recepturka strzelająca w skórę." Pomyślałem: "Gumka to dam radę."

Ach.

To nie jest gumka. To jest gumka z gatunku "kto wymyślił to porównanie". Pierwszy impuls — zaskoczenie. Nie ból, bardziej... szok. Ciepło, kłucie, błysk. Potem kolejny. I kolejny. Pacha to wrażliwe miejsce — bardziej wrażliwe, niż myślałem. Niektóre impulsy są OK, inne sprawiają, że moja brew mimowolnie unosi się o pięć centymetrów.

Cały zabieg trwa jakieś 10 minut na obie pachy. Szybko. Ale intensywnie.

3 dni po

Skóra jest lekko podrażniona, ale normalnie funkcjonalna. Technik powiedział: "Po 4-6 sesjach efekt będzie trwały." Czyli jeszcze 3-5 razy. Hmm.

Ale — powiem uczciwie — po tygodniu, kiedy podrażnienie zeszło, skóra jest gładka w sposób, którego golarka nigdy nie osiągnęła. I nie swędzi przy odrastaniu. To jest faktyczny argument.

Werdykt: OJ. 6/10 za komfort, 9/10 za efekt. Powtórzę, bo wynik jest wart chwilowego dyskomfortu. Ale "gumka recepturka" to eufemizm roku.

Tydzień 6: Terapia LED

Dzień zabiegu

Ostatni zabieg. Leżę pod panelem LED, który świeci mi na twarz czerwonym i niebieskim światłem. Wyglądam jak postać z filmu sci-fi. Czuję się jak postać z filmu sci-fi. Jedyne, czego brakuje, to głos komputera pokładowego: "Regeneracja tkanek w toku."

LED terapia: czerwone światło (630-660 nm) stymuluje produkcję kolagenu i przyspiesza gojenie. Niebieskie światło (415 nm) zabija bakterie odpowiedzialne za trądzik. Nie boli. Nie czuć. Leżysz. Światło świeci. 20 minut.

To jest najbardziej relaksujący zabieg z całej serii. Nie musisz nic robić. Dosłownie nic. Leżysz i Twoja skóra "je" światło. Mogę to robić codziennie. Poważnie — gdyby ktoś postawił panel LED w moim biurze, leżałbym pod nim w przerwie na lunch.

Efekt

Subtelny. LED to nie zabieg "jednorazowy wow" — to budowanie efektu. Ale po jednej sesji skóra jest spokojniejsza, mniej zaczerwieniona, bardziej "odpoczęta". W połączeniu z mezoterapią sprzed trzech tygodni — twarz wygląda najlepiej, jak pamiętam.

Werdykt: Leżę w świetle jak w filmie sci-fi i to mi odpowiada. 7/10 za jednorazowy efekt, 9/10 za potencjał przy regularnych sesjach. Najbardziej "facet-friendly" zabieg z całej serii.

Podsumowanie — co się zmieniło przez 6 tygodni

Co powtórzę:

  • HydraFacial — raz w miesiącu, non-negotiable. Skóra, która oddycha, jest inna skóra.
  • Masaż — raz na 2-3 tygodnie. Moje barki i ja mamy teraz nową relację.
  • Manicure — co 3-4 tygodnie. Nie wrócę do "dawnych" rąk.
  • LED — chętnie, jako dodatek do innych zabiegów.

Co powtórzę, ale z mentalnym przygotowaniem:

  • Mezoterapia — efekt rewelacyjny, ale igły to igły. Seria raz na pół roku.
  • Depilacja laser — dokończę serię, bo efekt jest wart tego "OJ".

Co zmienił ten eksperyment:

  • Kupiliśmy krem nawilżający. I krem z SPF. Stoją w łazience obok pasty do zębów. Używam codziennie.
  • Zwracam uwagę na swoje dłonie. I na dłonie innych.
  • Przestałem uważać, że "salon beauty" to nie miejsce dla faceta. To miejsce dla każdego, kto chce o siebie zadbać. Koniec, kropka.
  • Moja dziewczyna jest w szoku. Pozytywnym.

Efekt na cerze:

Moja skóra jest lepsza niż kiedykolwiek w dorosłym życiu. Nawilżona, gładka, jednolita. Zmarszczka na czole — płytsza. Cienie pod oczami — mniejsze. Koloryt — zdrowszy. Wyglądam na "wypoczętego" — a jedyne, co zrobiłem, to pozwoliłem profesjonalistom robić to, co potrafią.

Efekt na samopoczucie:

Tu mnie zaskoczyło najbardziej. Nie chodziłem na zabiegi po "efekt wow". Chodziłem po artykuł. Ale gdzieś po tygodniu trzecim złapałem się na tym, że... lepiej się czuję. Nie tylko fizycznie. Ogólnie. Dbanie o siebie — w każdej formie — ma efekt psychologiczny, którego nie doceniałem. Faceci, posłuchajcie: to nie jest próżność. To jest samopoczucie.

Gdybym miał dać jedną radę? Zacznij od HydraFacial. Jedna wizyta. Zero zobowiązań. I sam zobacz, czy Twoja twarz nie powie Ci "czemu nie przyszedłeś wcześniej?"

W J'ADORE INSTYTUT nikt nie będzie patrzył na Ciebie dziwnie, jeśli jesteś facetem. Nikt nie będzie pytał, dlaczego. Zapiszesz się, przyjdziesz, specjalistka zajmie się Twoją skórą — profesjonalnie, konkretnie i bez zbędnych ceregieli. Dokładnie tak, jak lubisz. A efekt? Efekt mówi sam za siebie. Nawet jeśli Ty nie chcesz o nim mówić kumplom.

Zabiegi, o których piszemy

Zobacz w naszym sklepie

Dobrane do tematu: nawilżenie

Cały sklep